...albowiem są miejsca na Ziemi, o których wynajęciu nie śniło się filozofom.
sobota, 11 czerwca 2011
za chwilę dalszy ciąg programu
Jak wiadomo żyjemy w epoce mass mediów, a bez telewizora to jak bez ręki. W ogłoszeniach z mieszkaniami do wynajęcia prędzej znajdziemy mieszkanie bez pralki, niż bez tv, a wielocalowa plazma to najlepszy wabik na lokatorów i wyznacznik prestiżu mieszkania. Telewizor znajduje się na honorowym miejscu, a jeśli przypadkiem nie zakupiliśmy jeszcze adekwatnego ołtarzyka, należy odbiornikowi zapewnić maksimum komfortu:





Telewizor najlepszym towarzyszem. Dla tych, którym nie wystarcza oglądanie DO śniadania - zestaw ZE śniadaniem. Trzeba tylko uważać, żeby płatkami z mlekiem za bardzo ekranu nie uświnić.





W przypadku braku jednego dużego, nowego, plazmowego telewizora uszczerbki na jakości można próbować załatać ilością (plus sytuacji: koniec walk o pilota. Każdy ogląda kanał, jaki chce).








...wliczając sypialnie, w końcu kłótnie o pilota nie muszą ograniczać się do salonu:





Od przybytku głowa nie boli, trzeba tylko uważać, żeby przez pomyłkę odgrzewanej pizzy nie wepchnąć do odbiornika:




I na koniec akcent swojski, bo wszystkie Ryśki to fajne chłopaki :)


18:44, pani_minister
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 20 lutego 2011
meet the fockers
Komuż potrzebna jest picassa, fejsbuk czy inny portal na zdjęcia rodzinne - jeśli familią, przyjaciółmi i spotkaniami w gronie najbliższych można dzielić się na dafcie?

Niekiedy wspomnienia i osoby uwiecznione są tak cenne, że szkoda kalać je byle zdjęciem kuchni czy łazienki i fotka rodzinna pozostaje jedynym obrazkiem w ogłoszeniu. Jak w tych przypadkach:











Poznawanie rodziny zacznijmy od najmłodszych. Najnowszy nabytek - mała latorośl Stefana. Tego od kuzynki Wiktorii. Widzi ciocia, jak ten urwis Bartoszek próbuje uciec z domu bo przyuważył uchylone drzwi na balkon?




A tutaj pociechy szwagierki Kamili. Mała Anulka chce być top madl i uważa ostatnimi czasy, że jest too cool for school, a Piotruś naoglądał się z kuzynem Rocky'ego i trenuje na kolegach. Na siostrze też czasem.




O, a tu nasz Patryk, z tyłu widać kuzynkę Bożenę i... hmm. To chyba Wiktoria od Bartoszka. Przytyło jej się po porodzie...




Tutaj Marylka. Chyba właśnie sobie fryzurę robiła. Marylka randkować coś nam ostatnio zaczyna, więcej czasu przed lustrem spędza, niż cała reszta rodziny razem wzięta!




To ostatni Marylkowy absztyfikant. Na skuterze ją wozi, ile ja  się naprzypominam  o kasku! Nie chce nosić, tupie i mówi, że "obciachowy" jest.



O, to Leosia. Pamiętacie Leosię? Zajrzała na parę dni w zeszłe wakacje. I cały czas nosem kręciła, nic jej z naszej kuchni nie pasowało, taka światowa się zrobiła. Jakieś chińczyki sobie zamawiała, suszi przynosiła, trzeba było jej osobną półkę w lodówce zrobić.



O, to Tereska. Umowę ratalną na lodówkę podpisuje. Ile ona roboty z tą lodówką miała! Dwa razy na reklamację oddawać było trzeba - a po odbiór nie przyjadą, samemu trzeba wszystko wozić!




A tu nasz senior, dziadek Eugeniusz. Z tyłu bliźniaki od Janusza. Schowali potem Dziadkowi kluczyki od samochodu i powiedzieli, że nie oddadzą, dopóki dziadek nie kupi nowych hulajnóg. No, tych takich śmiesznych, co się na nich gibają jak jakieś rezusy. Oj, jak się Dziadek zdenerwował...



I na koniec nasz drugi Dziadzio, dziadek Jędrzej. Strasznie ciężko mu zdjęcie zrobić, ani na święta nie zajrzy, ani na imieniny... Mówi, że bliźniaki go denerwują. I ciotka Mariolka. I jej brat. I mąż Karoliny też. I nawet my czasem! I tak se siedzi w domku na wsi, sam z psami, jak jakiś odludek...


sobota, 25 grudnia 2010
so this is Christmas
Zima w Irlandii. Nie sposób, aby rzecz tak rzadka i pasjonująca ,nie odbiła się echem wszędzie, w tym na dafcie. Czasem bywa piękna i nieźle wykorzystywana w celach reklamowych:






Irlandzkie wszechobecne palmy też trzymają się twardo, byle zima ich nie złamie:



Tym niemniej agenci różnoracy (niewątpliwie nadal w szoku spowodowanym niespodziewanymi mrozami i opadami śniegu) dzielą się także bardziej zbliżonymi do realnych warunków obrazami:

(szczere do bólu zdjęcie pokazujące, jak wygląda "parking place included in price")


(typowy "semi-detached" in "lovely residential area")


(a tutaj mamy "huge balcony with stunning views")

Poczucie humoru w narodzie nie umiera jednak. Tutaj mamy dodatkową przestrzeń mieszkalną w ogrodzie:




...a także ogłoszenie, które zrobiło furorę w internecie:

("Resonably priced [...] Owner is interested in selling if market warms up.")





Ale przede wszystkim grudzień to czas świąteczny, a  pierwsze dekoracje i choinki pojawiają się w domach (i na dafcie) już z początkiem miesiąca, stąd zdjęcia ukazujące bombki i drzewka na tle irlandzkiej zieleni (do niedawna całorocznej) :



Niektóre bożonarodzeniowe wystroje wyglądają... hmmm... dyskusyjnie:





Większość jednak zdecydowanie podnosi urodę prezentowanych mieszkań. Budujące przykłady poniżej. Z najlepszymi świątecznymi życzeniami :)




(...i wielu prezentów...)






(...i żeby alkoholu nigdy nie zabrakło...)






(...a świąteczny nastrój uwydatniał się nawet w malutkich detalach, niekoniecznie w wielkiej choince :)
15:15, pani_minister
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 25 listopada 2010
z szafy galaktyk
Podobno układy różne mają skłonności do ulegania entropii, popadania w coraz większy bezład i oddalania się bardziej i bardziej od idealnego uporządkowania. Mieszkania do wynajęcia (i nie tylko do wynajęcia) bez wątpienia do podobnych układów należą.

Zaczyna się niewinnie. Zwykle zarzewiem jest stół, entropia niepostrzeżenie zagarnia jego okolice. Nieistotny jest przy tym fakt, iż niekiedy wystarczyłyby dwie minuty na doprowadzenie przestrzeni do stanu fotografowalnego.






No dobrze, czasami potrzeba by chyba jednak trochę więcej, niż dwóch minut...


Czasem walka z entropią trwa, tutaj na przykład pełen zestaw narzędzi bojowych:





Niezawodnym sojusznikiem entropii są suszarki na ubrania. Zawsze w odwodzie, zawsze gotowe zagarnąć kolejne przysiółki i ich nie oddać. Nader często występują w awangardzie, jako ciche bohaterki pierwszego planu:






Okolicznościami, w których entropia lubuje się i w których rozkwita jak atomówki nad Los Alamos są niewątpliwie zaś momenty wyprowadzek:




Naturalnymi nosicielami zarodków entropii są dzieci i mężczyźni.




(skoro mamy już stół - kto przejmowałby się jego otoczeniem?)


Niekiedy pozostaje jedynie się poddać. Kimże jesteśmy bowiem, aby stawiać czoła klęskom żywiołowym pokroju tornado?







A w gratisie piękne zestawienie plakatu Guinnessa z... Karolem Wojtyłą.
Bo nie mogłam się oprzeć.

wtorek, 12 października 2010
straszny sen dzidziusia Górkiewicza
Przesypiamy jedną trzecią doby. Nic dziwnego, że łóżko pozostaje jednym z najistotniejszych elementów wyposażenia mieszkania - i nic dziwnego, że każde przyzwoite ogłoszenie stara się przynajmniej jedno ujęcie sypialni pokazać. Ujęcie możliwie najkorzystniejsze of korz. Zachęcające nawet jeśli nie samym łóżkiem - to choćby podprogowo, elementami dookolnymi.



Posłanie ozdobione gustownym kwiatem (nawet jeśli kwiat wydaje się lekko... czarny i pogrzebowy?) potrafi odwrócić uwagę potencjalnego wynajmującego od szafy zakrzywiającej czasoprzestrzeń (oby prowadziła do Narni, a nie krajobrazów rodem z Salvadora Dali...):



Jeśli nie kwiat, to może futrzak ociepli serce oglądających? W komplecie ze wspinającą się żabą tworzy idealny habitat dla miłośników zwierząt. Na czarną mszę też się przyda.



Do szczególnie wymagających wynajmujących skierowane są ogłoszenia oferujące szerszy niż zwykle wachlarz opcji. Poniższa oferta może znaleźć uznanie u miłośników practical jokes: aby włożyć śpiącemu gościowi dłoń lub stopę do wody nie trzeba fatygować się z naczyniami i rozchlapywać płynów po domu. Wszystko jest pod ręką, wystarczy gościowi wyciągnąć nogę spod kołdry.



Dla tych, którym sama umywalka nie wystarcza i lubią mieć absolutnie wszystko pod ręką także się coś znajdzie (zwracam uwagę na szalenie adekwatny portret Jacka na ścianie).



Dla miłośniczek butów, szaleńczo wielbiących swe Blahniki i Louboutiny łóżko w strategicznie wybranym miejscu:



Dla tych obdarzonych żyłką eksploratorską i surrealistów (ci mogliby się ucieszyć odkrywając po drugiej stronie świat Salvadora zamiast Narnię..):



...a na koniec coś dla zwolenników szlachetnego minimalizmu. W starannie zaaranżowanej przestrzennie kompozycji.

środa, 08 września 2010
aranżacja trudne słowo, czyli koleżanka szklanka
Jak powszechnie radzą specjaliści wszelkiej maści (a także ci, co do miana specjalistów jedynie pretendują): w domu, który trafia na rynek nieruchomości, ściany powinny być pomalowane na jasny kolor, zieleń roślin nigdy nie zaszkodzi, a unoszący się zapach świeżego chleba pozwala wyrwać kilka dodatkowych tysięcy z kieszeni nabywcy. Stół w jadalni nigdy nie wygląda zaś tak korzystnie, jak wtedy, gdy przystrojony jest gustownie zastawą, sztućcami, kieliszkami i ogólnie dobrem wszelakim z domowego kredensu.


I jest to oczywiście prawda.

Porządna aranżacja odwrócić może nawet uwagę od pana, który w tej samej chwili postanowił zbierać śmieci w ogródku.




Niekiedy jednak brakuje zastawy. I kilku sztućców. Nicto, jak mawiał Mały Rycerz. Może nikt nie zauważy.

...nawet jeśli brakuje jej zupełnie.



Niekiedy zastawa jest, ale brakuje przestrzeni. Nicto. Nie z takimi rzeczami sobie radziliśmy. Krzesła zresztą też są li i jedynie burżujskim wynalazkiem rozpieszczonych kapitalistycznych społeczeństw Zachodu.



Znamy jednak priorytety i potrzeby potencjalnych wynajmujących. Od wszelakich mankamentów i niedostatków odwracamy uwagę alkoholem. Alkohol Twoim przyjacielem; w domu, gdzie znajdziemy butelkę na pewno będziemy się czuli swojsko. Nawet, jeśli przyjdzie nam obalać ją z gwinta, albowiem kieliszków niet (sztućców także ponownie zabrakło).



...a jeśli już nawet kieliszki są - osiągamy pełnię szczęścia. Plastikowy, kolorowy talerz zamiast zwykłego, jest najmniejszym z naszych problemów.



W zasadzie nawet plastikowej zastawy nie potrzebujemy. Wymieńmy ją na kolejną butelkę i zacznijmy świętować przeprowadzkę (z gwinta, a co!).

niedziela, 05 września 2010
kopciuszek w supermarkecie (budowlanym)
...i wtedy Kopciuszek umykając śpiesznie zgubił swojego brylantowego pantofelka. Wraz z wybiciem północy karoca zamieniła się w dynię, konie w szare myszki - a pantofelek w plastikowego, różowego klapka.



Kopciuszek wrócił chyłkiem do domu, gdzie macocha czekała już z nowym zadaniem, a złe siostry czyhały tylko na okazję, aby dopiec biednej dziewczynie. Kopciuszkowi nie zostało nic innego, jak posłusznie wrócić do kuchni odwołującej się do najmniej chlubnych tradycji irlandzkich szkół industrialnych XIX i XX wieku.



A jedyne ciepłe chwile, na które Kopciuszek mógł liczyć w swym chłodnym domu i dysfunkcyjnej rodzinie, miały miejsce przed niewielkim, węglowym kominkiem zakupionym w promocyjnej cenie €399.


sobota, 04 września 2010
daft
Daft. Największa baza informacji o mieszkaniach do wynajęcia (a także na sprzedaż). Po 13 latach na rynku jest podobno najczęściej odwiedzaną irlandzką stroną.

Pasjami lubię ją przeglądać. A w czasie tych wędrówek oprócz mieszkań i domów fajnych, mniej fajnych i całkiem ruderowatych - trafiam także na ogłoszenia zgoła kuriozalne. Postanawiam niniejszym choć część z nich ocalić od zapomnienia.


Jako wprowadzenie - jeszcze ciepły anons z Dublina.






Opis, który tutaj widnieje zastąpiłabym tym:

Mieszkanie jest naszych rękach. Na razie ma się dobrze, ale jeśli nie pospieszycie się z wynajmem... nie chcecie wiedzieć, do czego jesteśmy zdolni. Najpierw wyrzucimy mikrofalówkę. Potem przejdziemy do drastyczniejszych działań. Na potwierdzenie tego, że mieszkanie jeszcze dziś było w dobrym stanie, załączamy zdjęcia z aktualną gazetą.
Lepiej będzie dla wszystkich, jeśli zadzwonicie szybko.





W gratisie tłumaczenie od, jak się domyślam, zaprzyjaźnionego Polaka (bo jako agent wynajmujący podpisał się pan o zdecydowanie angielskobrzmiącym nazwisku):

Large one bed apt with balcony and all mod cons secure access cctv

przetłumaczone jako:

Apartament z dużym jednym łóżkiem i (nie wiem co to "mod cons") dostępem do cctv